Kizimkazi i okolice

Kizimkazi to wioska rybacka, która w XVII pełniła funkcję stolicy wyspy. Znajduje się w niej XII wieczny meczet uznawany za jeden z najstarszych meczetów wschodniej Afryki. Największą atrakcją wioski są wyprawy do zatoki Menai Bay w poszukiwaniu delfinów.

Pierwszy dzień pobytu w Kizimkazi upłynął nam na błogim lenistwie. Spacerowaliśmy po plaży, odpoczywaliśmy w cieniu ogrodu naszego noclegu, a także obserwowaliśmy życie lokalnej ludności. Na plaży znajdowaliśmy piękne, ogromne muszle, których niestety nie mogliśmy zabrać ze sobą do Polski. Postanowiliśmy je dołączyć do kolekcji muszli, którą posiadał obiekt, w którym się zatrzymaliśmy.

O ile miejsca noclegowego w Jambiani  nie możemy polecić, tak tutaj z czystym sumieniem polecamy Caveman Lodge. Każdy z pokoi posiada oddzielne wejście i taras, na którym można odpoczywać w ciągu dnia. Śniadania pomimo że są dość monotonne (jak chyba w każdym „tańszym” obiekcie na wyspie), to jednak bardzo sycące.

Wioska

Jak już wspomnieliśmy w poprzednim poście, zachody słońca w tej części wyspy podobały nam się zdecydowanie bardziej niż na plaży Kendwa. Wioska Kizimkazi jest tak uroczo położona, że można dotrzeć do naprawdę ładnych części plaży, z których zachód słońca ogląda się rewelacyjnie.

Dodatkowym plusem zachodów słońca w Kizimkazi jest możliwość spotkania lokalnych ludzi, którzy wracają do domu po ciężkim dniu pracy. Nierzadko przy okazji zagadują turystów pytając o pobyt w wiosce. Czasem zdarza się, że przy okazji oferują świeże ryby lub owoce… My dzięki jednej z pogawędek zwiedziliśmy trochę wioski z lokalnym mieszkańcem. Poznaliśmy „lokalne” ceny jedzenia, dowiedzieliśmy się gdzie odjeżdża dala dala, a Radek napisał się filiżanki lokalnej kawy.

Wieczorem, gdy słońce już całkowicie zaszło, a na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy, udaliśmy się na plażę aby porobić kilka nocnych ujęć. Restauracja znajdująca się przy samym morzu organizowała akurat romantyczną kolację przy świecach. Piękny widok! Ciemność, szum fal, lekko tlący się blask świec przy stolikach… a nad głowami milion gwiazd.

Delfiny

Drugiego dnia wypłynęliśmy w rejs w poszukiwaniu delfinów, ponieważ zawsze marzyliśmy aby zobaczyć je „z bliska” . Skorzystaliśmy z oferty naszego noclegu i wczesnym rankiem wyruszyliśmy w poszukiwaniu tych przepięknych zwierząt. Razem z nami w wyprawę udała się jeszcze jedna para, która w przeciwieństwie do nas, chciała z delfinami popływać. W podróż wypłynęliśmy bardzo wcześnie (o 5 rano), ponieważ według naszego kapitana, im wyżej będzie słońce, tym mniejsza szansa na zobaczenie delfinów. Także po godzinie 10 nie ma już sensu wypływać na ich poszukiwanie. Zaletą tak wczesnej pory była możliwość podziwiania wschodu słońca na otwartym morzu. A wschód słońca tego dnia był rewelacyjny.

Mniej więcej po 1,5 godzinie udało nam się dotrzeć do celu! Byliśmy pierwszymi tego dnia, którzy znaleźli delfiny, dzięki czemu mogliśmy je podziwiać „na wyłączność”. Niestety nasz kapitan natychmiast powiadomił innych o naszym odkryciu, więc po ok. 10 minutach na miejscu pojawiło się więcej łodzi.

To co nam się podobało w wyprawie to oczywiście delfiny – piękne, majestatyczne, a także bardzo szybkie. To co nie było fajne, to sposób w jaki je „goniliśmy”. Ponieważ dwójka, która z nami płynęła koniecznie chciała popływać z tymi zwierzętami, kapitan stosował nieczyste zagrania wobec zwierząt, często je po prostu strasząc. Dodatkowo całość „akcji” była przeprowadzona tak dynamicznie, że na koniec można było dostać choroby morskiej (co spotkało naszą współtowarzyszkę).

Po powrocie z wyprawy na delfiny, na plaży akurat odbywał się targ rybny. Każdy chętny mógł zakupić świeżutką rybkę, prosto z połowów. Oprócz jedzenia, sprzedawcy oferowali różnego rodzaju ozdoby, na przykład niezwykle duże muszle.

Dala dala w Kizimkazi

Trzeciego dnia, po śniadaniu, udaliśmy się lokalnym transportem (dala dalą) w ostatni punkt naszej wycieczki – do Stone Town. Pierwszego dnia naszego pobytu w Kizimkazi podczas spaceru po wiosce widzieliśmy dalę w postaci małego busika, i po cichu liczyliśmy, że podobna dala będzie jechała do Stone Town tego dnia. Niestety, okazało się, że przyjdzie nam jechać „typową dalą”, którą możecie zobaczyć na zdjęciach. Chwilami było ciasno i niewygodnie, ale czego się nie robi aby zaznać prawdziwej lokalnej kultury…

Kizimkazi pożegnaliśmy z bólem serca. Magiczne zachody słońca, spokój, cisza i niesamowita zieleń panująca w wiosce to obraz jaki maluje nam się w głowach na wspomnienie tego miejsca.

Galeria zdjęciowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *