Jambiani to wioska znajdująca się na południowo-wschodnim wybrzeżu Zanzibaru, pomiędzy Paje i Makunduchi. Słynie z białych, piaszczystych plaż, iście rajskiego krajobrazu a także… silnych odpływów. Woda odpływa tutaj dwa razy w ciągu doby, ok. 10 rano i ok. 20 wieczorem. Ma ona przepiękny turkusowy kolor, miejscami wchodzący wręcz w zieleń. Spacerując w kierunku północnym można natknąć się na algowe poletka i Masajów, którzy do Jambiani przybywają z okolic Kilimandżaro.
Co warto robić w Jambiani? Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to oczywiście plażowanie. Ale co oprócz plażowania warto zrobić w Jambiani? Pospacerować po wiosce i skosztować lokalnych specjałów! Osobiście możemy polecić restaurację Karibu, której właścicielem jest sympatyczny Hassan. Obiad kosztuje w niej 45000 TZS/os. i zawiera to co gospodyni ugotuje. Porcje są ogromne, syte i co najważniejsze bardzo smaczne.
Nasz pobyt w Jambiani nie ograniczał się jedynie do plażowania i zwiedzania wioski. Drugiego dnia postanowiliśmy wypożyczyć rowery, żeby móc odwiedzić jaskinię Kuza Cave oraz pojechać do sąsiedniego Paje, aby porównać na własne oczy, które plaże są ładniejsze – w Paje, czy w Jambiani.
Kuza Cave w Jambiani
Kuza Cave to mała jaskinia znajdująca się 10 minut spacerem od plaży w północnej części Jambiani. Fajna atrakcja, ale bardzo droga jak na to co oferuje (sam wstęp kosztował ok. 32 zł/os.). Warto ją odwiedzić, jeśli ktoś zamierza w niej pływać/snorkować. My byliśmy troszkę zawiedzeni.
Paje
Po odwiedzinach w jaskini udaliśmy się prosto do Paje. Na miejscu zastaliśmy wręcz idylliczne krajobrazy – piękne, piaszczyste plaże, palmy, a nawet huśtawkę i łuk w kształcie serca. Idealne miejsce na ślub 😛 Aż szkoda nam było, że swój mamy za sobą. Oprócz pięknych krajobrazów znaleźliśmy mały, opustoszały bar (wyposażony jedynie w lodówkę z zimnymi napojami). Postanowiliśmy spocząć w nim na godzinkę lub dłużej, dopóki nie minie największy skwar, po czym udaliśmy się w dalszą drogę.
Czy po eksploracji Paje możemy powiedzieć, że tamtejsze plaże były lepsze niż te w Jambiani? Lepsze raczej nie, ale porównywalnie piękne na pewno 😊
Trzeciego dnia postanowiliśmy udać się na wycieczkę do Jozani Forest. Rankiem po śniadaniu wybraliśmy się na krótki spacer i tym sposobem znaleźliśmy kontakt do lokalnego kierowcy, który za 30$ zawiózł na do Jozani, a następnie do the Rock Restaurant.
Jozani Forest
Jozani Forest to jeden z ostatnich w Afryce Wschodniej lasów deszczowych, zlokalizowany w centrum jedynego na wyspie Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay, ok. 38 km na południowy wschód od Stone Town. Las jest doskonałym miejscem do zobaczenia sławnych endemicznych małpek z rudym grzbietem red colobus (gerezy rude), które występują tylko na Zanzibarze i to już od 1,5 tysiąca lat. Oprócz tego w Jozani występują: koczkodany czarnosiwe ( Blue Sykes), kameleony oraz liczne ptaki, a także motyle.
Oprócz fauny, podczas spaceru koniecznie należy przyjrzeć się florze, a w szczególności pięknym lasom mangrowym, baobabom i dużym paprociom. Las mangrowy znajduje się po przeciwnej stronie drogi niż wjazd do Jozani. Jeden bilet wstępu upoważnia do odwiedzenia obu części lasu wraz z przewodnikiem. Za bilety w styczniu 2021 płaciliśmy 12000 TZS/os
The Rock restaurant
Kolejnym punktem naszej wycieczki była restauracja The Rock znajdująca się w Pingwe. Wbrew pozorom nie przyjechaliśmy do niej na posiłek, lecz tylko na sesję zdjęciową. Chcieliśmy po prostu zobaczyć sławną restaurację zbudowaną na… skale. Zarówno restauracja jak i znajdująca się przy niej plaża wyglądały pięknie!
Mnemba
Czwartego dnia wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę na północ wyspy. Pierwszym punktem był snorleking przy Mnembie– małej, prywatnej (częściowo należącej do Billa Gatesa – tak przynjamniej twierdził nasz przewodnik) wyspie leżącej w niewielkiej odległości od północnowschodniego wybrzeża Zanzibaru. Wstęp na wyspę kosztuje nie bagatela 500$ od osoby (to też mówił nam przewodnik), a najtańsza noc w hotelu ok 2000$! To co przyciąga ludzi do wyspy to przepiękne turkusowe wody, które ją otaczają, a także spektakularny podwodny świat, który się przy niej kryje. Nie bez powodu w końcu Mnemba znajduje się w pierwszej dziesiątce rankingu najlepszych miejsc do nurkowania na świecie!
My niestety nurkować nie potrafimy, ale Radek chętnie skorzystał z opcji snorkowania. Oprócz pięknych koralowców mógł zobaczyć niesamowite okazy ryb, w tym te dobrze wszystkim znane z bajki „Gdzie jest Nemo?”. Snorkowanie było dla niego niezwykłym przeżyciem, ponieważ robił to pierwszy raz w życiu.
Po szaleństwach w wodzie, czekał nas lunch w postaci owoców (ananasów, mango i arbuzów). Chcieliśmy jeszcze poszukać delfinów, ale okazało się, że fale tego dnia były zbyt duże i postanowiliśmy popłynąć w kierunku brzegu.
Na miejscu zatrzymaliśmy się na plaży Sunshine Marine – pięknej, piaszczystej plaży na której znajdowała się restauracja, w której mieliśmy zamówiony obiad – paellę owoców morza. Mieliśmy okazję skosztować ośmiornicę, krewetki, kalmary, a także świeżutką rybkę. Obiad był przepyszny, a widoki nieziemskie. Pomimo że błękit wody i kolor piasku kusiły, słońce prażyło tak mocno, że postanowiliśmy podziwiać wszystko z cienia.
Szpital żółwi
Po poobiednim odpoczynku udaliśmy się na północ wyspy, do małej rybackiej wioski Nungwi. Naszym celem było Baraka Natural Aquarium – Nungwi. To słynne akwarium jest tak naprawdę szpitalem dla żółwi, które zostały przypadkiem złowione przez rybaków w sieci. Wejście w trakcie naszego pobytu w styczniu 2021r. kosztowało 7$ od osoby. Za dodatkowe 3$ można było pływać z żółwiami, z czego my nie skorzystaliśmy. Na miejscu można nakarmić żyjące tam żółwie, dowiedzieć się trochę o ich historii, a także zobaczyć węża, który żyje w pustelni na tyłach akwarium.
Miejsce bardzo mocno oblegane przez turystów. Niestety tutaj kolejny raz przekonaliśmy się, że ludzie jako gatunek jeszcze dużo muszą się nauczyć jeśli chodzi o szacunek do natury i zwierząt. Dużo ludzi nie szanowało żółwi, ciągnęło je za płetwy a także nie raz próbowało podnosić je „do pionu”. Zwracaliśmy uwagę pracownikom, lecz kończyło się na pouczeniach turystów, którzy po odejściu pracownika wracali do swojej „rozrywki”. Smutny widok, a komentarz pracownika, że takie zachowania niestety zdarzają się notorycznie jeszcze bardziej ten smutek pogłębia.
Kendwa
Kolejnym, ostatnim już celem naszej wycieczki była plaża Kendwa – najbardziej „turystyczna” plaża, jaką mieliśmy okazję odwiedzić podczas naszego pobytu na Zanzibarze. Być może spowodowane jest to ilościową resortów, znajdujących się w okolicy. Na plaży były tłumy ludzi w porównaniu z Jambiani. I tak jak w Jambiani królował język polski, tak tutaj można było słyszeć głównie język rosyjski 😛
Oprócz tłumów turystów, na plaży było bardzo dużo Masajów. Masajowie to półkoczownicza grupa etniczna, zamieszkująca Kenię oraz północną Tanzanię. Każdy kto przyleci na Zanzibar, na pewno nie raz zostanie zagadnięty przez Masaja i poproszony o spojrzenie na jego „pole pole shop”. W „pole pole shop” można kupić własnoręcznie robioną przez Masajki biżuterię, magnesy, a także inne lokalne pamiątki. Masajowie z którymi mieliśmy okazję rozmawiać przypływali na Zanzibar z okolic Kilimandżaro. Jeden z nich powiedział nam, że na wyspę przybywa co cztery miesiące i zostaje na niej cały miesiąc. W tym czasie dzięki swojemu „pole pole shop” zarabia na utrzymanie swojej rodziny na kolejne trzy miesiące.
Głównym powodem dla którego przybyliśmy na plażę w Kendwa był zachód słońca, który w tej części wyspy jest podobno najpiękniejszy. Na ten moment możemy śmiało powiedzieć, że piękniejsze zachody słońca zdecydowanie widzieliśmy w Kizimkazi. Ten w Kendwa pod koniec niestety przysłoniły chmury i nic nie było widać.
Kizimkazi
Po wycieczce zostaliśmy odwiezieni pod nowy adres – nasz nocleg w Kizimkazi. Ten dzień był bardzo intensywny, i bardzo udany (może poza widokiem męczonych przez turystów żółwi). Widoki które zobaczyliśmy, smaki, których skosztowaliśmy a także przygody których doświadczyliśmy zostaną nam w pamięci jeszcze na długo.








2 komentarze do „Jambiani i wschodnia część wyspy”
Żółwie…. Stuletnie też sa źle traktowane w Zanzibarze na wyspie Prison Island. Przez turystów a pracownicy przymykaja na to oko , bo Zanzibar zarabia na turystyce… Co z tego, że sa pod ochrona, skoro nie tylko głaskanie rękami wysmarowanymi chemia( kremy z filtrem) ale I ciaganie za płetwy jest dozwolone- na nic się zda zwracanie uwagi żadnym rozrywki turystom, że to zwierzęta( żywe!) I trzeba je traktować z szacunkiem, sa tylko zdziwieni- o co chodzi? Bardzo to smutne…
Zgadzamy się 🙁