Wadi Rum – dolina Księżycowa czy Marsjańska?

Czerwone, marsjańskie krajobrazy, masywne piaszczyste góry, przeróżne formacje skalne i wąwozy to tylko niektóre z rzeczy, które można zobaczyć w Wadi Rum, największej dolinie Jordanii wpisanej na listę UNESCO. Ta niewątpliwie jedna z najładniejszych pustyń na świecie była głównym punktem naszej październikowej wycieczki do Jordanii. Naszym marzeniem było spędzenie nocy pod rozgwieżdżonym niebem pustyni. Ponadto chcieliśmy zweryfikować, czy Wadi Rum bliżej do księżyca, czy do Marsa 😉

Beduini

Beduini to rdzenni mieszkańcami pustyni Wadi Rum. W przeszłości prowadzili oni koczowniczy tryb życia. Mieszkali w namiotach utkanych z koziej lub wielbłądziej wełny i przemieszczali się na wielbłądach. Żyli głównie z hodowli kóz, owiec czy właśnie wielbłądów. Obecnie większość z nich osiedliła się w jednym miejscu i nastawiła na turystykę. W końcu kto mógłby być lepszym przewodnikiem, niż osoba której historia nieodłącznie związana jest z danym miejscem?

Plany

Plan był ambitny: skuszeni niskimi cenami na bookingu (ok. 4JOD/os/noc ze śniadaniem w cenie), postanowiliśmy zarezerwować dwa noclegi na pustyni – każdy w innym campie. Niektóre obozowiska leżą nieopodal ciekawych formacji skalnych, inne z dala od największych atrakcji pustyni. Zapoznając się z topografią Wadi Rum i rozmieszczeniem poszczególnych obozowisk, wybraliśmy te, które najbardziej nam odpowiadały. Głównym czynnikiem była bliskość atrakcji, które chcieliśmy zobaczyć oraz stosunkowo krótka trasa między nimi. Na przejście (pomijając atrakcje) chcieliśmy przeznaczyć nie więcej niż 4 godziny, tak aby pozostały czas zarezerwować na odkrywanie skarbów pustyni.

Rzeczywistość

W rzeczywistości okazało się, że nie opłaca się rezerwować samego noclegu w danym campie, gdyż należy wtedy uiścić opłatę za transport z wioski Wadi Rum wynoszącą 20 JOD/os.! Po naszej sugestii, że sami możemy dojść do obozu okazywało się, że nawet jak przyjdziemy, to i tak nie będziemy mogli nocować za cenę podaną w ogłoszeniu. Powód? Cena podana na bookingu jest tylko po to aby „zachęcić” ludzi do skorzystania z ich oferty, a w rzeczywistości każdy camp musi uiszczać opłatę dla „centrali” w wysokości 15 JOD za każdego przyjmowanego turysty na daną noc… Tak przynajmniej tłumaczył się jeden z Beduinów, z którym pisaliśmy po zapytaniu czemu wprowadza ludzi w błąd. Doliczając do tego koszt śniadania, wody i chęć zysku, ceny z 4 JOD podanych na bookingu, wzrastają i zaczynają się od 40 JOD/os.

Dobrze, jeśli Beduini informują o tym na początku. Niestety większość milczy i na pytanie czy są jakieś dodatkowe opłaty (oprócz tych 4 JOD) odpowiada, że wszystko jest do dogadania na miejscu… Powodem, dla którego mało który z Beduinów informuje swoich gości o tej opłacie, jest fakt, że większość odwiedzających Wadi Rum i tak wykupuje jakąś wycieczkę. A nawet jeśli ktoś nie planował takiego wydatku, to dowiedziawszy się o opłacie za transport (która po wykupieniu przejażdżki na jeepie jest anulowana) zostaje postawiony przed decyzją: zapłacić za transport, czy dołożyć trochę pieniędzy i mieć 3-godzinna wycieczkę po pustyni.

Burzliwe negocjacje

Ponieważ na wycieczkę do Jordanii mieliśmy przeznaczony określony budżet, niespodziewany wzrost kosztów na Wadi Rum zdecydowanie nie był nam na rękę. Niestety kiedy już wynegocjowaliśmy akceptowalną dla nas cenę u jednego z Beduinów, i zmieniliśmy rezerwację drugiego noclegu, okazało się, że za drugi nocleg będziemy musieli zapłacić tyle samo co za pierwszy. Nie mieliśmy już siły tracić kolejnego popołudnia na negocjacje, więc stwierdziliśmy, że zaryzykujemy i pierwszą noc spędzimy w samochodzie…

Na szczęście szczęśliwym zbiegiem okoliczności nasz gospodarz z drugiego dnia pomógł nam znaleźć nocleg na dzień pierwszy. Dzięki temu nie musieliśmy nocować w naszym Hyundau I10 🙂

Visitor Center

Pierwszego dnia postanowiliśmy zwiedzić pustynię na własną rękę. Kiedy przyjechaliśmy do Visitor Center było już po 15, dlatego czym prędzej chcieliśmy zdobyć bilety, gdyż czytaliśmy, że są one niezbędne do wejścia na pustynię. Na miejscu znaleźliśmy pomieszczenie w którym można było zakupić wycieczki czy to jeepami, czy to na wielbłądach. Po zapytaniu czy to tam powinniśmy nabyć bilety, pan siedzący za kasą zapytał czy mamy Jordan Pass. Po naszej twierdzącej odpowiedzi powiedział, że biletów nie potrzebujemy. Nieco zdziwieni, postanowiliśmy podjechać samochodem do wioski Wadi Rum. Po drodze przejeżdżaliśmy się przez otwarty szlaban, ale żaden ze strażników nie zapytał nas o bilet.

Wioska Wadi Rum

W wiosce Wadi Rum zostawiliśmy samochód na jednym z darmowych parkingów i udaliśmy się piechotą w kierunku pustyni. Po drodze byliśmy wręcz zasypywani pytaniami czy mamy już nocleg i czy nie potrzebujemy kierowcy. Po odpowiedzi, że dzisiaj wystarczy nam krótki trekking na zachód słońca każdy życzył nam udanego spaceru. Nikt nam nie powiedział, że nie możemy wejść samotnie na pustynię, ba, nawet często przejeżdżający kierowcy do nas machali i nas pozdrawiali.

Lawrence’s Spring

Widoki na pustyni były iście marsjańskie. Szliśmy mijając po drodze stada wielbłądów, które były prowadzone do zagród przez Beduinów, oraz wycieczki na jeepach jeżdżące z jednego miejsca w kolejne. Tego dnia udało nam się przejść do źródełka Lawrence’s Spring, przy wejściu do którego znajdują się nabatejskie inskrypcje. Po dotarciu na miejsce zaczął się zachód słońca. Pustynia o tej porze dnia jest wręcz zachwycająca! Kiedy zaczęło zmierzchać zaczęliśmy powoli wracać w stronę wioski, aby gdy zapadnie noc mieć z nią kontakt wzrokowy. Część trasy powrotnej podwiózł nas nawet jeden z Beduinów, więc można powiedzieć, że udało nam się złapać stopa na pustyni. Poprosiliśmy go jednak aby wypuścił nas kawałek przed wioską.

Udało nam się znaleźć duże kamienie, na których usiedliśmy i mogliśmy patrzeć na powoli pojawiające się na niebie gwiazdy. Beduini powoli wracali z pustyni do wioski, a my rozkoszowaliśmy się ciszą niekiedy dając sygnały świetle, aby nas któryś z pędzących jeepów przypadkiem nie potrącił (byliśmy w końcu owiani całkowitą ciemnością). Wieczorem i nocą pustynia bardziej przypomina księżyc niż Marsa.

Powrót do wioski Wadi Rum

Podczas powrotu do wioski Wadi Rum drogę oświetlały nam telefony. Na ulicach spotykaliśmy pojedyncze osoby, ale tylko jedna z nich zainteresowała się nami i powodem dla którego idziemy sami nocą. Na szczęście spotkany Beduin nie był nachalny i po zapewnieniu, że mamy gdzie spać, życzył nam dobrej nocy.

3 godzinna wycieczka jeepem

Następnego dnia z rana mieliśmy umówioną przejażdżkę jeepem. Naszemu Beduinowi towarzyszył jego 4 letni syn, który dzielnie zwiedzał z nami kolejne punkty wycieczki.

Red Sand Dunes

Czerwona wydma była pierwszym miejscem, w które nas zabrano. Z pozoru dosyć mała, okazała się prawdziwym wspinaczkowych wyzwaniem. Ku naszemu zawstydzeniu syn naszego kierowcy raz dwa wdrapał się na nią, podczas gdy nam wspinaczka zajęła zdecydowanie więcej czasu. Ale było warto, bo widoki z wydmy były zachwycające. Zejście na szczęście było łatwiejsze niż wejście.

Kanion Khazali

Kolejnym punktem wycieczki, był znajdujący się zaledwie 5 minut drogi dalej, około 30 metrowy kanion Khazali. A w nim źródełko wody i nabatejskie inskrypcje. Kolejne ładne miejsce, które robi wrażenie.

Burdah Rock Bridge

Trzecim i jednocześnie ostatnim miejscem, w które pojechaliśmy był Most skalny Burdah. Wspinaczka na most zajęła nam parę minut, a widoki z góry były bardzo ładne. Po krótkiej sesji zdjęciowej usiedliśmy na chwilę wpatrując się w piękne krajobrazy pustyni. Szkoda, że wycieczka trwała tak krótko. Na szczęście jednak mieliśmy resztę dnia, aby odkryć co jeszcze ciekawego znajduje się w okolicy.

Most znajdował się niedaleko naszego obozu, więc już po 5 minutach dotarliśmy do miejsca noclegowego. Nasz kierowca po pożegnaniu się z nami odjechał w kierunku wioski, a nas przywitało za to dwóch Beduinów, którzy pilnowali obozu. Na miejscu oprócz nas znajdował się także Hiszpan, który podobnie jak my postanowił zwiedzić pustynię na piechotę.

Zarówno poznany gość jak i Beduini byli niezwykle sympatycznymi ludźmi. Nasi gospodarze pokazali nam jak wiązać beduińskie chusty oraz jak raz dwa stać się na chwilę prawdziwymi Beduinami 😉 W obozie spędziliśmy dwie godziny pijąc beduińską herbatę i słuchając beduińskich opowieści. O 13 nastał czas, aby ruszyć w drogę. Uzbrojeni w rady odnośnie przemieszczania się po pustyni, udaliśmy się w dalszą podróż, tym razem już na własnych nogach.

Dolina Księżycowa

Pustynia Wadi Rum, czyli Dolina Księżycowa jest pełna pięknych miejsc. Nie tylko te turystyczne atrakcje są ładne. Po drodze spotkaliśmy wiele ciekawych formacji skalnych, nierzadko zastanawiając się czy nie mają przypadkiem jakieś swojej nazwy. I tylko brak przejeżdżających obok jeepów sugerował, że jest to miejsce rzadko odwiedzane. Oprócz mieniących się w słońcu skał i gdzieniegdzie ulokowanych obozowisk mijaliśmy po drodze również wielbłądy. Mieliśmy okazję oglądać nawet pogoń za wielbłądem paru Beduinów, która przywiodła nam na myśl zaganianie bydła w amerykańskich westernach.

Kanion Burrah

Wędrując po pustyni dotarliśmy w pewnym momencie do kanionu Burrah. Zawierał on nieco inne krajobrazy niż te które widzieliśmy w kanionie Khazali. Był bardziej zielony a jego przejście było zdecydowanie dłuższe i trudniejsze niż przejście kanionu Khazali. Na miejscu spotkaliśmy kilka wycieczek i dowiedzieliśmy się, że jest to jeden z głównych punktów całodniowych wycieczek. Żaden z kierowców nie przyczepił się do naszej samotnej wędrówki po Księżycowej dolinie.

Po zwiedzeniu kanionu Burrrah udaliśmy się z powrotem do obozu. Zachód słońca podziwialiśmy na niewielkim wzniesieniu, które znajdowało się po drugiej strony doliny, w której ulokowany był nasz obóz. Po zachodzie słońca na spokojnie udało nam się wrócić ponownie do obozu zanim zapadł całkowity mrok.

Obóz

Wieczorem do naszego obozu przyjechała 5 osobowa grupa ludzi. Spożyliśmy razem kolację, która składała się z grilla zakopywanego w ziemi. Oprócz przyrządzonego w ten sposób mięsa, do wyboru było kilka sałatek oraz ziemniaki. Jak się okazało kucharzami byli Beduini, którzy „opiekowali” się w trakcie dnia obozem. Jedzenie było bardzo smaczne a do picia była woda (jedna butelka na głowę) i beduińska herbata (w nieograniczonych ilościach). Wieczór minął wszystkim na rozmowach. Kiedy ludzie poszli spać, my udaliśmy się na krótką sesję nocnego pustynnego nieba. Jej efekty można zobaczyć w galerii.

Pomimo, że nasza historia z Wadi Rum zaczęła się od niepotrzebnych stresów związanych z „oszukańczymi” ofertami na bookingu, cały pobyt wspominamy bardzo pozytywnie. Krajobrazy pustyni były niesamowite, wręcz nieziemskie a ludzie spotykani na naszej drodze sympatyczni i ciekawi. Na zawsze zapamiętamy piasek wpadający nam do butów podczas naszego trekkingu, smak beduińskiej herbaty, którą częstowali nas nasi gospodarze, czy niesamowicie rozgwieżdżone niebo które witało nas każdej nocy na pustyni. Wadi Rum to niewątpliwie numer jeden Jordanii, w dzień planeta Mars, która nocą zamienia się w Księżycową dolinę.

Galeria zdjęciowa

Jeden komentarz do „Wadi Rum – dolina Księżycowa czy Marsjańska?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *